Poljski prevod zgodbe iz knjige Jasne Reščič Ugrabljeni čas (prev. Aleksandra Wójcik)
W pokoju, którego (już) nie ma
Wahadłowe drzwi zaskrzypiały za mną, kiedy popędziłam po schodach z powrotem na dół. Obaj byli dalej na recepcji i rozmawiali o terminach szczepień.
– Ekhem, napisałam zły numer pokoju, mogę poprawić?
Prawdopodobnie byli zbyt zaskoczeni, by zaśmiać się od razu. Recepcjonista po raz drugi już podał mi zeszyt z listą usterek do usunięcia.
– A jaki masz numer pokoju? – zapytał.
– 160 – odpowiedział za mnie dyrektor, jeszcze zanim zdążyłam sprawdzić, jaki numer jest na kluczu.
– Tak – przytaknęłam.
… cztery lampy… naraz… bezpiecznik… 16…
Dwie pętelki ósemki owinęłam większą pętlą zera.
– A co napisałaś?
– 168, pewnie to pokój, w którym byłam wcześniej…
Zaśmiał się. – 168? Gdybyś napisała coś innego, to powiedziałbym, że już wiem, gdzie chodzisz nocować… Ale pokoju nr 168 tu nie mamy. Mieliśmy kiedyś…
Byłam na zakupach. Szykowała się trzecia fala i chciałam wykorzystać być może ostatnią okazję, żeby przed wyjazdem z Lublany kupić kilka piżam i dresów. Wieczorem zgasiłam przy wejściu górną lampę i z latarką udało mi się przedostać przez pokój. Położyłam się, wyłączyłam latarkę i odłożyłam ją na stolik nocny.
W ciemności wpychaliśmy walizki do pogrążonego w jeszcze większym mroku wnętrza autokaru. Nikt ich nie układał, każdy spieszył się i miał nadzieję, że to akurat nie jego wypadnie z luku. Kiedy moja była już bezpieczna, łokciami utorowałam sobie drogę przez fale studentów, którzy nacierali trzymanymi przed sobą torbami w przeciwnym kierunku. Musiałam jeszcze zatroszczyć się o siebie. Mogłoby się zdarzyć, że zostałabym na dworcu, a walizka by sobie pojechała. Rzuciłam się w stronę grona ludzi, które zawisło na przednich drzwiach. Prześlizgiwali się przez nie jeden za drugim niczym winogrona, którym tryumfalnie udało się oderwać od kiści. Zapomnij o „ustępowaniu miejsca osobom starszym” i „pierwszeństwu dla dam”! W autobusie pośpiesznym nie ma starszych i młodszych – sami studenci; ale cóż, nie ma też chłopaków i dziewczyn, wszyscy jesteśmy szybciej lub wolniej sunącymi winogronami.
Pii-pii! Pii-pii! Pii-pii! Czytnik kart jest tym głośniejszy, im bardziej przebijam się w stronę drzwi. Schody. Sukces! Pii-pii! I jestem w środku. Wyciągam szyję jak żyrafa, żeby ponad oparciami zrobić przegląd fryzur i twarzy. Na plecy napiera mi już niecierpliwa kolejka i muszę iść dalej. Z tyłu jest jeszcze dużo miejsca, ale tylne drzwi już pokryły się kropelkami pod wpływem wydychanego powietrza.
Torbę z laptopem wepchnęłam na półkę i usiadłam obok kogoś znajomego. Miejsce za mną zajął jakiś chłopak. Jego kolega po drugiej stronie wyciągnął karty z plecaka i kiedy autokar ruszył, zaczęli rozgrywać partyjkę przez przejście. Ich okrzyki odrywały moje myśli od książki i na próżno próbowałam dobrnąć do końca Poetyki. Za mną ktoś nie mógł przestać kaszleć, a dużo bardziej z przodu słyszałam donośny głos Katji, który dekoncentrował mnie już w podstawówce.
(…)
– Grają nowy film Tarantino. Wszyscy teraz o nim mówią.
Do czasu Pewnego razu… w Hollywood nie słyszałam nazwiska Tarantino. A potem nagle pojawiło się na plakatach i w rozmowach kolegów z uczelni. Szybko zamknęłam Poetykę i pokiwałam głową ze znawstwem, chociaż mimo licznych zachęt nie zadałam jeszcze sobie trudu, by choć pobieżnie zapoznać się z twórczością Tarantino i jego nowym filmem, który przewijał się przez wiele rozmów.
– Grają Brad Pitt i Leonardo DiCaprio, co nie?
– Tak, i Margot Robbie – potwierdza Grega. – Widziałaś go już?
– Nie – kręcę przecząco głową.
– Ja też nie. Jest o morderstwach Mansona i o Sharon Tate.
Sharon Tate – OK, żona Romana Polańskiego. Zamordowana, co nie? Manson – Maison – dom…?
Znów pokiwałam głową. Jak mogłabym komuś, kogo znam z koła filmowego, powiedzieć, że nie mam pojęcia, o kim mówi?
Milczał przez chwilę.
– Wybierasz się na niego? Ja planowałem sprawdzić, kiedy go grają w Koloseju. W domu nigdy nie mam czasu, żeby pójść do kina.
Wzruszam ramionami, choć nie może tego zobaczyć. Kierowca znowu zgasił światła.
– Poszlibyśmy razem?
Szzz, aaaaa
Seems this world’s gotch you down
You’re feelin’ bad vibrations frown
Sharon. Margot Robbie. DiCaprio. Aaa, budzik! Grega… ostatnia rzecz, jaką o nim wiem to ta, że parę miesięcy temu zmienił profilowe na Facebooku. Oceniłam, że jest lepsze od poprzedniego, ale bezskutecznie starałam się ustalić, czy któreś z serduszek pod nim nacisnęła jego potencjalna dziewczyna.
Well, open your eyes girl, look at me
Ten dzwonek budzika w telefonie ustawiłam już dawno temu – niedługo po tym, kiedy obejrzałam Pewnego razu… w Hollywood. Sama. Na laptopie. Wyciągam się w stronę kontaktu i światło błyska mi w oczy. Ha, bezpiecznik w 160 konserwator naprawił już wczoraj, a ja z latarką szukałam drogi do snu w jakimś innym pokoju.
Kilka dni przed początkiem trzeciego lockdownu autobus z Lublany był w połowie pusty. Podałam kartę kierowcy. – Proszę dalej, Alenko – usłyszałam jego głos spod maski, kiedy przeczytał moje imię. Żadnego spośród cichych współpasażerów nie znałam. Będę chociaż mogła w spokoju poczytać. Usiadłam w drugim rzędzie, zaraz za parą foteli zaklejonych taśmą. Jeszcze raz zdezynfekowałam ręce i wyciągnęłam Szkłowskiego. Przeczytałam kilka stron, ale jeszcze zanim skręciliśmy na autostradę, zostawiałam Tołstoja samego ze ścieraniem kurzu, a moje myśli rozpierzchły się w szumie silnika.
